Ikona kina i makaronu

- Garść wiedzy, Kuchnia włoska, Magia jedzenia, Magia kina, Smaki kina

Czas na powrót do związków kina i kuchni, zapoczątkowanych wpisem „Magia kina, magia jedzenia”. Gdzie film, tam i miłość zapewne się pojawi, a luty upływa nam pod znakiem Walentynek i zupełnie nie-zimowych emocji. Zapraszamy w podróż do filmowych Włoch, gdzie czeka nas spotkanie z ikoną kina i makaronu – Sophią Loren!

Jedzenie – sprawa wagi narodowej
Włosi kochają dobre jedzenie, co do tego nie może mieć wątpliwości nikt, kto pobył wśród nich nieco dłużej. Zamiast „Co słychać?” zapytają raczej „Co jadłeś na obiad?” Celebrują posiłki, uwielbiają rozmawiać przy stole, a kuchnia jest centralnym miejscem każdego domu. Nawet, jeśli nie dane nam było pobyć w słonecznej Italii, to możemy się o tym przekonać, oglądając włoskie filmy – zarówno klasyki, jak i współczesne produkcje. W jednym z nich, „Mine vaganti”, bohaterowie należą do rodziny, która od pokoleń zajmuje się produkcją makaronu. Subtelne relacje, konflikty i zawirowania – to wszystko ukazane jest na tle rodzinnego biznesu, w którego centrum znajduje się, jakżeby inaczej, makaron.

LOOSE CANNONS, (aka MINE VAGANTI), Alessandro Preziosi (back left), Ennio Fantastichini (center), Riccardo Scamarcio (sitting, third from right), 2010. ©01 Distribuzione

MINE VAGANTI, reż. Ferzan Ozpetek 2010.

Makaron a kino włoskie
La grande cinema italiano czyli wielkie kino włoskie makaronem stoi! Chyba nie jest przesadą zaryzykować twierdzenie, że wiele z jego klasycznych dzieł nie powstałoby, gdyby nie spaghetti. Legendarny temperament mieszkańców Włoch wydaje się doskonale współgrać z energią, jaka daje solidna porcja makaronu. Dziś przyjrzymy się bliżej ikonie włoskiego kina, Sophii Loren i jej miłości do makaronu, jaką często deklarowała nie tylko na ekranie, ale również w życiu prywatnym.

ikona

zdj. pochodzą z książki „W kuchni z miłością”

Wszystko, co tu widzicie, zawdzięczam spaghetti!
To zdanie, wypowiedziane przez diwę ekranu, zdecydowanie przeszło do historii nie tylko kina, ale również makaronu. Oczywiście, wraz z wizualizacją – gwiazdą w kuszącej pozie, która elektryzuje samą swoją obecnością. Sophia Loren reprezentuje odchodzące już niestety pokolenie gwiazd kina złotej epoki Hollywood. Choć, mimo niewątpliwego potencjału, nigdy się tam na stałe nie przeniosła. Z przyczyn oczywistych. Włoska do szpiku kości, w filmach grywała kobiety z temperamentem i wybujałym apetytem, który dotyczył nie tylko jedzenia, ale również – lub przede wszystkim – życia. Pamiętna Filumena z „Małżeństwa po włosku”, przejmująca Cesira w dramacie „Matka i córka” czy kipiąca dojrzałą uroda w „Prêt-à-Porter” Isabella de la Fontaine – w większości ról, jakie zagrała, Sophia Loren brylowała na ekranie i stworzyła niezapomniane kreacje.

Makaron w walizce
Dla Sophii Loren miłość do rodzinnych Włoch zawsze równała się miłości do tamtejszego jedzenia. Prawdopodobnie dlatego nie zdecydowała się nigdy na przeprowadzkę do Hollywood. Słynna jest anegdota o dłuższym pobycie aktorki w Rosji, gdzie przyjechała wraz z całą ekipą, by odebrać nagrodę za film „Małżeństwo po włosku”. Wszyscy skarżyli się na brak słońca, ale przede wszystkim – śródziemnomorskiej kuchni. Sophie wydobyła więc ze swoich zapasów neapolitański sos z bazylią, oliwę z oliwek i makaron, które zawsze woziła ze sobą i w pokoju hotelowym przygotowała prawdziwe włoskie spaghetti dla całej ekipy. Zdecydowanie poprawiło to wszystkim nastroje, mimo, iż posiłek został ugotowany w… łazience.

W kuchni z miłością
Któż inny mógłby napisać książkę zatytułowaną „W kuchni z miłością”? (Wydawnictwo Esprit, 2014) Gwiazda dzieli się w niej z czytelnikami swoimi pasjami kulinarnymi, anegdotami z planu filmowego i oczywiście, autorskimi przepisami. Jak napisała we wstępie: „Otwierając tę książkę, przyjmujecie zaproszenie do mojej kuchni. I do mojego stołu”. Któż mógłby się temu oprzeć?
[slideshow_deploy id=”3415″]

Menu: