Jersey, czyli kolejny koniec świata

- Cook & go, Garść wiedzy

Czas na rajską wyspę! Kolejny bohater opowieści pikantnych treści przeniósł nas do Jersey. Czanieckie mają przyjemność przedstawić Marcina – podróżnika, kolekcjonera momentów i kulinarnych fantasmagorii. Jak mówi – znudziła mu się Polska, więc wyjechał do miejsca będącego swoistą mieszanką kulturową. Jak się tam odnalazł i na jakie pokusy kulinarne był narażony…?

Jersey to kolejny koniec świata. „Mikrokraj” na wysepce pomiędzy Anglią a Francją, który uchronił się przed wpływami UE. Struktura państwa rodem ze średniowiecza. Z brzegu widać wybrzeże francuskiej Bretanii (to tu palono na stosach czarownice!) oraz kilka okolicznych wysp. W dawnych czasach zamieszkiwali ją Celtowie. Przez wiele wieków zarządzana była na przemian przez brytyjskich i francuskich władców. Zaskutkowało to swoistą miksturą wpływów widoczną w niemal każdym aspekcie. Proces ten trwa nadal. Po wojnie wyspę zalała kolejna „fala” Francuzów, Szkotów, Anglików oraz Irlandczyków wraz z dużą grupą Portugalczyków z Madery. Koniec rysu historycznego, oddajemy głos Marcinowi.

Jersey

„Na wyspę trafiłem przypadkiem. Chciałem odmiany od intensywnego życia w Polsce. Znajoma poleciła mi Jersey jako oazę spokoju, gdzie „łatwo się żyje”. Zdecydowałem się od razu. Po miesiącu już mieszkałem w stolicy – Saint Helier. Pokój z widokiem ma morze i małą tajską restauracją „wklejoną” w skały na plaży. Okazało się, że to miejsce zostało jednym z moich ulubionych, a tajska kuchnia numerem 1 w kulinarnym rankingu. Zielone curry z kurczakiem jest dla mnie od lat synonimem ekstazy smakosza, a ta mała drewniana buda na piachu i skale została moim królestwem. Tajskie kucharki okazały się mistrzyniami! Nigdy więcej nie udało mi się doświadczyć czegoś tak prostego, a zarazem poruszającego. Zapewne pojawiły się na wyspie, dzięki zaproszeniu przez lokalnych robotników i kierowców ciężarówek, którzy pracując intensywnie przez kilka miesięcy – resztę roku spędzają chętnie w Tajlandii. Powiedzieć można – chwała im za to! 🙂

[slideshow_deploy id=”754″]

Dla mnie był to też czas intensywnego poznania ulicznej kuchni brytyjskiej, czyli „fish and chips”. Tu ciekawostka – burgery z frytkami i sałatką są w Jersey wykwintnym daniem nawet w najlepszych restauracjach! Wyrabiane z najlepszej jakości wołowiny pochodzącej od sławnych na świecie krów „jersey” w towarzystwie naturalnych, pysznych, grubo krojonych frytek z ziemniaków odmiany „royal potatoes” – są chlubą miejscowego rolnictwa. Do tego świeże, wysokiej jakości warzywa, chrupiąca cebula i soczysty pomidor. Koroną jest rozpływający się w ustach ser cheddar. Prawdziwa uczta! Najbardziej przypadł mi do gustu pub surferski „Watersplash” na największej i najpiękniejszej plaży w Saint Ouen. Rajskie widoki na żywioł oceanu, często gigantyczne fale rozbijające się o kamienne nadbrzeże. Malownicza latarnia morska w La Corbière po lewej, po prawej widok na sąsiednią wysepkę Sark. Ciekawe miejsce zamieszkałe przez 600 osób w strukturze feudalnej, zależne od sąsiadów. Brak samochodów, tylko transport rowerowy i konny. Restauracje istnieją tylko w sezonie, jako część gospodarstwa – jakby „przy okazji”. W takim miejscu skusiłem się na burgera. Dostałem kotleta mielonego w bułce z odrobiną ketchupu. Podał mi go „kelner”, chłopiec w gumiakach i flanelowej koszuli zakrytej częściowo przez fartuszek kuchenny. Ciekawy widok, wyglądał jakby przed chwilą karmił świnie. 😉

Jersey

Wysepkę okala bezmiar wodny, dlatego na talerzu można spotkać wszelkiego rodzaju owoce morza. Bezkonkurencyjnym władcą mórz są mule! Spotkasz je w każdym menu na wyspie. Przyrządzane są na różne sposoby. Cudownie proste i smakowite danie, które bardzo często przygotowuję sobie w zaciszu domowej kuchni. Najbardziej polubiłem mule z długim, cudownym makaronem! Podawane w ogródku nadmorskiej restauracyjki z widokiem na przepiękne morze”. Na koniec tej pikantnej opowieści zachęcamy do wypróbowania naszego przepisu na mule skąpane w winie i wspomnieniach z Jersey – tutaj.

Menu: