Karol Bedorf: Bez sportu nie potrafię żyć!

- Bądź fit, Wywiad

Mistrz KSW w najcięższej kategorii wagowej. Od prawie pięciu lat niepokonany, budzi postrach wśród rywali. Tytuł zdobył pokonując mistrza olimpijskiego Pawła Nastulę. Czanieckie z pasją przedstawiają Wam Karola Bedorfa, który w najbliższą sobotę kolejny raz będzie bronił mistrzowskiego pasa. Jak zaczęła się jego przygoda ze sportami walki? Co czuje, kiedy staje oko w oko z przeciwnikiem? Dlaczego trenuje w nocy? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w naszym wywiadzie.

Dlaczego zdecydowałeś się związać swoją karierę zawodową akurat ze sportami walki?

Karol Bedorf: Żeby móc sobie jakoś w tym życiu poradzić (śmiech). Jako młody dzieciak miałem potrzebę samoobrony, pewności siebie w walce. Najpierw zacząłem trenować ju-jitsu, a dopiero później przeszedłem na MMA.

Mówi się, że „sport to zdrowie”. Jak to wygląda w przypadku zawodników trenujących sporty walki?

Niestety, zawodowe trenowanie sportów walki kompletnie nie ma związku ze zdrowiem. Można powiedzieć, że sport to zdrowie, ale tylko na poziomie amatorskim lub rekreacyjnym. Jeżeli chodzi o zawodowstwo, sporty walki powodują bardzo dużo zniszczeń w organizmie. Nie mam na myśli głowy – w MMA ciosów na tę część ciała jest dużo mniej, niż np. w boksie. Nasza walka ma wiele płaszczyzn, jest wiele innych stref, w które można wyprowadzać ciosy. Problemem jest bardziej ogólne zniszczenie organizmu, związane z odpowiednim przygotowaniem się do startów. Zdarzają się kontuzje kręgosłupa, kolan. Niektórzy doznają też obrażeń narządów wewnętrznych. To wszystko ma związek właśnie ze sportem zawodowym. Dlatego dla zdrowia, sport powinien być uprawiany wyłącznie amatorsko.

Jakie to uczucie stanąć do walki na ringu lub w klatce? Podejrzewam, że dla osoby niezwiązanej ze sztukami walki może to być dość przerażająca perspektywa.

Przerażenie czy też strach mogą być obecne dzień przed walką lub w jej dniu. Jednak w momencie, w którym znajduję się w szatni, staram się już wyciszyć emocje. Włączam wtedy swoje naturalne odruchy, które wytrenowałem w trakcie przygotowań i to nimi kieruję się w walce. Kiedy idę już do ringu czy klatki, nie odczuwam strachu, ale mobilizację. Jestem skoncentrowany na tym, żeby wykonać swoją pracę jak najlepiej i żeby przeciwnik nie wytrącił mnie z mojej pozycji. Wtedy jestem w 100% sobą, Karolem Bedorfem, i nie ma dla mnie znaczenia z kim walczę. Może to być nawet mistrz świata – ja i tak zawsze jestem nastawiony na zwycięstwo.

Jak często trenujesz?

Trenuję codziennie. To, czy są to dwa treningi czy jeden, jest uzależnione od etapu przygotowań do walki. Jeśli zostały mi trzy lub cztery miesiące do startu, mój trening jest bardzo długi, trwa około 3-4 godzin i odbywa się poza matą. Dużo wtedy chodzę lub jeżdżę na rowerze po górach. Kontroluję pracę swojego serca – moim zadaniem jest utrzymanie prawidłowego tętna przy przemierzeniu danego odcinka trasy. Około dwóch miesięcy przed walką miesiąca zaczynam trenować dwa razy dziennie, ale krócej. Mój trening trwa wtedy ok. 1,5 godziny. A już przed samym startem trenuję tylko raz dziennie, maksymalnie przez 50 minut. Niektórych może zdziwić to, że w ostatnim tygodniu przed walką trenuję w nocy, a w ciągu dnia śpię. Jest to spowodowane tym, że moja walka, która jest walką wieczoru, zaczyna się dopiero około godziny 23.30. Oczywiście, normalnie o tej porze kładę się spać. Gdybym nie zmienił trochę dobowego trybu życia, to wyszedłbym do klatki i… zasnął (śmiech).

Tak wymagające treningi nie byłyby pewnie możliwe bez odpowiedniej diety. Jaką rolę odgrywa ona w Twoich przygotowaniach do walki?

Dieta jest bardzo ważna. Trzeba mieć choćby podstawową wiedzę na temat tego, co jest źródłem energii w diecie człowieka. Mamy przecież podział na białka, tłuszcze i węglowodany, a ja muszę wiedzieć, jak tym sterować. Nie jestem jednak fanem restrykcyjnych diet, w których każdy składnik jest precyzyjnie odmierzany i ważony. Mój trening jest na tyle intensywny, że dla mnie liczy się przede wszystkim kaloryczność. Jeżeli w ciągu dnia wykonuję dwa treningi i na każdym spalam około 2-3 000 kalorii, to muszę je uzupełnić, nie zwracając specjalnie uwagi na to, czy zjem pieczonego ziemniaka, ryż czy makaron. Oczywiście, fast foodów i rzeczy, które nie mają wartości odżywczych trzeba się wystrzegać, bo one na pewno nie zapewnią energii na cały dzień. Cały czas muszę dostarczać organizmowi energię, żeby nie zasłabnąć na treningu. Jem tak, jak powinien jeść każdy sportowiec – odżywiam się zdrowo, ale wszystko z umiarem. Na pewno gdybym uprawiał inny sport, na przykład sporty sylwetkowe, w których liczy się gramatura tłuszczu i mój wygląd, to rzeczywiście musiałbym bardziej zwracać uwagę na swoją dietę. W MMA liczy się jednak podaż kaloryczna. Ona musi się zgadzać z tym, co zużywam podczas treningu.

Sam układasz sobie jadłospis?

Przez wiele lat korzystałem z pomocy różnych dietetyków i specjalistów. Dzisiaj mam już taką wiedzę na ten temat, że mogę sam zaspokoić swoje potrzeby żywieniowe. Trenuję już prawie 17 lat i znam swój organizm na tyle, że wiem co działa na mnie dobrze, a co mi nie służy. Mam też bardzo dobre doświadczenia z przeszłości i wiem, czego moje ciało wymaga po ciężkim treningu lub przed walką.

Co poradziłbyś młodym ludziom, którzy zamierzają związać swoją zawodową przyszłość ze sportami walki?  

Poradziłbym im zacząć od przeglądu dyscyplin oraz klubów i trenerów. Ważne jest, żeby nie trafili w „złe ręce”. Jeżeli na początku trafią do trenera, który tak naprawdę jest pseudotrenerem i nie będzie miał o tym pojęcia, to po prostu ich zniszczy. Polecam ludziom, którzy nie znają się na sportach walki, dietetyce czy treningu siłowym, żeby nie próbowali trenować innych. Wyrządzają tym krzywdę nieświadomym, młodym ludziom. Na pewno nie powinno się korzystać z wiedzy osób, które ukończyły weekendowy lub tygodniowy kurs. Ale jeśli młody człowiek trafi na mądrego trenera czy do klubu, który ma na swoim koncie konkretne wyniki i duże doświadczenie, to wtedy może zacząć myśleć o osiągnięciu swojego celu.

I na koniec: co byś robił w życiu, gdybyś nie uprawiał sztuk walki?

Grałbym w koszykówkę. To jest sport, który uprawiałem już wcześniej, zanim zacząłem trenować sporty walki i bardzo go lubię. Grałem przez około 8 lat i miałem dobre wyniki. W pewnym momencie zaczęła się moja przygoda z walką i właśnie na nią skierowałem swoją energię.

Czyli jednak sport?

Tak. Ja bez sportu nie potrafię żyć.

karol bedorf

_____

Fot. Sebastian Rudnicki / asmmedia.com

Fot. Joanna Skrzyniarz / Re’FORM studio.

Menu: