Nowy Orlean – nowe wcielenie dawnych tradycji

- Cook & go, Garść wiedzy

Kawałek Europy w środku Stanów Zjednoczonych Nowy Orlean, założony w 1718 roku przez Francuzów, to wielki tygiel kulturowy na południu USA. Stolica Luizjany z racji swojej historii przesiąknięta jest europejskim klimatem, jazzem i świetną kuchnią. W naszym regionie, jeśli coś nie ma wielowiekowej historii, praktycznie nie jest uznawane za zabytek. A taka właśnie jest Ameryka, w której rzadko spotkamy ślady starsze niż te sprzed 200 lat. Nowy Orlean wydaje się więc być ciekawym odstępstwem od tej reguły. To właśnie tutaj zaprosiła nas Iza Magiera, która po wielomiesięcznej, samotnej podróży po Ameryce stwierdziła, że jeżeli ma coś polecać na blogu kulinarno-podróżniczym, to koniecznie stolicę Luizjany.

Nowy Orlean, fot. llambrano

Nowy Orlean, fot. llambrano

Kolekcjonerka wrażeń Iza uwielbia fotografię. Jest podróżnikiem kolekcjonującym wizualne doświadczenia i uczucia, które przywozi z każdego wyjazdu. Bardzo ważne są dla niej wrażenia estetyczne – ma na swoim koncie m. in. współpracę z luksusową marką znaną z serialu „Seks w wielkim mieście”, Manolo Blahnikiem. Aktualnie mieszka i pracuje w Londynie jako freelancer, który wykorzystuje każdą wolną chwilę na podróże, poszukiwanie różnych inspiracji, poznawanie nowych kultur i odmiennych tradycji. [slideshow_deploy id=”2428″] Radość i smutek – oblicza Nowego Orleanu Nowy Orlean jest dla niej niesamowicie nasycony wrażeniami, gorący i poruszający zmysły. Stolica stanu tętni bowiem nieustannie muzyką na żywo i pobudza kubki smakowe. Degustację zacznijmy od French Quarter, najstarszej dzielnicy miasta, w której ukryte są wszystkie etapy jego rozwoju: francuskie, hiszpańskie i te współczesne, „amerykańskie”. Jej główną ulicą jest Bourbon Street, pełna restauracji i nocnych klubów, przyciągająca każdego wieczoru tłumy gości. Dzielnica francuska to jakby miasto w pigułce, z bujną architekturą i bohemą artystyczną, dźwiękami muzyki i ukrytą historią. Jej charakterystyczne murowane kamienice z metalowymi balustradami balkonów i kolorowymi elewacjami są miłe dla oka i znakomicie wpisują się w radosny klimat miasta. Swoistą atrakcją Nowego Orleanu są również okoliczne cmentarze, gdzie zmarli chowani są w grobowcach różnych rozmiarów i kształtów, ozdabianych figurkami patronów i świętych. Oddając szacunek mieszkańcom miasta, należy wspomnieć trudny moment w ich współczesnej historii, jakim był huragan Katrina, który dokonał gigantycznych zniszczeń. Przy Jackson Square we francuskiej dzielnicy znajduje się katedra św. Ludwika, w której prezbiterium przygotowano ekspozycję upamiętniającą tragedię. [slideshow_deploy id=”2437″] Kolebka jazzu Jest takie powiedzenie, że „Nowy Orlean jest pełen muzyki jak baryłka jest pełna gorzałki” i jest to absolutnie prawda. Przecież to właśnie tu narodził się jazz, tu odbywają się najważniejsze festiwale i tu rodzą się kultowe dźwięki. Nawet nie będąc wielkim wielbicielem tego gatunku, warto w weekend przejść się Royal Street, gdzie mniej lub bardziej utalentowani artyści prezentują przed publicznością złożoną z przechodniów swoje kawałki. Zresztą, Nowy Orlean to miasto skrajności, gdzie wielkie i ambitne miksuje się z kiczem i popem. A jak już jesteśmy przy muzyce, to wspomnijmy o tańcu i o Mardi Gras. To rodzaj święta, które zaczyna się 6 stycznia, kulminację osiąga w Tłusty Czwartek i finiszuje w Środę Popielcową. W czasie Mardi Gras odbywają się barwne parady, wielkie bale kostiumowe i zabawne imprezy lokalnej bohemy. To rodzaj karnawału, klimatem przypominający zabawy Ameryki Łacińskiej, popularne od Hawany po Rio de Janeiro. Nowoorleańskie tajemnice Nowy Orlean kryje w sobie wiele tajemnic, a jego magiczną aurę jeszcze silniej podkreślają stale obecne akcenty voodoo. To m. in. dzięki autentycznej postaci Marie Catherine Laveau, urodzonej w 1801 roku i nazywanej Królową tego rytuału. Jak głosi legenda, miała ona wielką ilość doskonale sprzedających się talizmanów chroniących przed złem (tzw. gris-gris), a z jej porady przed podjęciem ważnych decyzji korzystali wszyscy – od lokalnych władz miasta, stróżów prawa po elity polityczne. Po dziś dzień wiele emocji wzbudzają historie o odprawianych przez nią obrządkach, podczas których tańczyła ponoć z wężem czy dokonywała ofiary krwi. Inna historia mówi o prowadzeniu przez Laveau domu publicznego, a ze względu na obawy, jakie wzbudzała, przypisywano jej udział we wszystkich niewyjaśnionych lub nieprzyjemnych zdarzeniach, które działy się wówczas w mieście.

Nowy Orlean, fot. Bluesjane

Nowy Orlean, fot. Bluesjane

Tak czy inaczej, duch Laveau jest wciąż obecny w Nowym Orleanie i nawet pozostając sceptycznym co do wyjątkowych umiejętności Królowej Voodoo, nie można odmówić jej tego, że stała się jednym z symboli miasta. Obecnie dla wielu mieszkańców jest ich prywatną świętą. Część z nich twierdzi, że to właśnie za jej wstawiennictwem dane im było doznać cudów uzdrowienia. Marie Catherine jako nowoorleańska Królowa Vodoo zaznaczyła również swoją obecność w popkulturze – stała się jedną z bohaterek popularnego serialu „American Horror Story”. Magiczne miejsca Chcąc bez większego wysiłku poznać miasto, można przejechać się charakterystycznym tramwajem i podziwiać dzielnice luksusowych domów z bogatą historią i pięknymi ogrodami. A po przejażdżce przespacerować się unikatowym na skalę kraju, zielonym parkiem Audubon, zaprojektowanym przez twórcę nowojorskiego Central Parku. Możne też odwiedzić kampus Uniwersytetu Tulane lub zajrzeć do miejskiego zoo, gdzie zaskoczą nas białe aligatory, te same, które żyją w mokradłach Luizjany. Można też zahaczyć o Muzeum Owadów, posiadające najbogatsze w tym zakresie zbiory w USA. Niespotykane gatunki świecących żuków i wyjątkowych motyli podziwiamy w sąsiedztwie niewielkiego przybytku, w którym można skosztować takich rarytasów jak np. koniki polne z czekoladowym sosem, nieznane nikomu grillowane robaczki czy gąsienice z pikantną salsą.

Nowy Orlean, fot. PDPhotos

Nowy Orlean, fot. PDPhotos

Kulinarne oblicza miasta I tak zgrabnie przeszliśmy do naszego ulubionego tematu: jedzenia, ale nie o samych rachitycznych komarach będzie mowa. Zacznijmy od deseru, a konkretnie od pączków zwanych Beignets, pieczonych z ciasta parzonego lub drożdżowego. Tu serwuje się je oprószone cukrem pudrem do kawy z mlekiem lub cykorii. Podawane w każdej kawiarni, najlepiej smakują bez dodatków i koniecznie powinny być zjedzone zaraz po usmażeniu, bo na następny dzień tracą swoje walory. A co do konkretów, to naprawdę jest w czym wybierać.

Nowy Orlean fot. Tahoemike

Nowy Orlean fot. Tahoemike

Styl kreolski i cajun czyli wykwintnie i praktycznie  Kuchnia orleańska to mieszanka dwóch stylów: kreolskiego i cajun. Kreolski nawiązuje do „starej emigracji” – słowo „kreol” początkowo określało białego mieszkańca Ameryki Łacińskiej lub południowych stanów USA, potomka imigrantów z Francji lub Półwyspu Iberyjskiego. Byli to bogaci mieszczanie, kuchnia kreolska należy więc do tych bardziej wykwintnych. Wśród dań królują sosy, a posiłek to kilka oddzielnych pozycji podawanych jedna po drugiej. Pojawiają się tu składniki charakterystyczne dla różnych kuchni: francuskie sosy i zasmażki, hiszpańskie sofrito, afrykańska okra, włoskie pomidory, niemieckie kiełbasy i karaibskie przyprawy. Cajun to już inna historia. Ten styl gotowania przywieźli do Nowego Orleanu osadnicy Akadianie, którzy w 1604 r. przypłynęli z Francji na wschodnie wybrzeże Kanady i założyli kolonię o nazwie Akadia. W roku 1713 Akadię przejęli Brytyjczycy, którzy cztery dekady później wysiedlili francuskojęzycznych mieszkańców, rzekomo stanowiących zagrożenie dla interesów brytyjskich w Ameryce Północnej. Rodziny siłą rozdzielono i rozesłano we wszystkich kierunkach. Większość z nich latami włóczyła się po świecie, poszukując swych bliskich, a wielu z nich przybyło do Nowego Orleanu, gdzie zaakceptowała ich i wchłonęła „stara emigracja”. Określenie „cajun” to nic innego jak „zangielszczone” francuskie „cadien”, które jest skrótem od pełnej nazwy mieszkańców Akadii.

Nowy Orlean, fot. LisaRedfern

Nowy Orlean, fot. LisaRedfern

Akadyjczycy parali się rybołówstwem, drobnym rzemiosłem i rolnictwem, nie byli więc ludźmi zamożnymi. Dlatego styl kuchni cajun jest prosty i wiejski, a dania jednogarnkowe, gdyż w ten sposób łatwiej i taniej było nakarmić nawet wieloosobową rodzinę. Na talerzach najczęściej pojawiały się ryby, krewetki, raki, ślimaki, kaczka, fasola, słodkie ziemniaki i orzeszki pecan – czyli wszystko to, co było w zasięgu ręki Akadyjczyków. Obecnie kreolski i cajun w kuchni nowoorleańskiej uzupełniają się wzajemnie, zwłaszcza, że w obu wypadkach najważniejszą zasadą jest brak zasad, co i w naszej kuchni „wszechsmakowej” bardzo nam odpowiada. A już niebawem zaprosimy Was do stołu na przysmak rodem z Nowego Orleanu!

Menu: