W Polsce poczułem nową energię! cz.I

- Cook & go, Kuchnia francuska, Program kulinarny WszechSmaki TV, Wywiad

Hacen Sahraoui – aktor teatralny i filmowy, fotograf i pasjonat gotowania. Urodził się we Francji, w Polsce mieszka od 9 lat. Największą popularność przyniósł mu serial „Przepis na życie“, w którym zagrał „Żyletę” – przesympatycznego francuskiego kucharza. To właśnie na planie poznał Izę Kapias, prowadzącą WszechSmaki.TV i jak się później okazało, obydwoje odkryli w sobie kulinarną pasję. Jego żywiołem są nowe wyzwania – nie znosi rutyny! O Polsce widzianej oczami Francuza, odkrywaniu polskiej kuchni i Francji innej niż ta, którą oglądamy w turystycznych folderach – Hacen, czyli gość specjalny drugiego odcinka naszego programu.

aktor Hacen Sahraoui z Izą Kapias, backstage programu WszechSmaki.TV

Hacen Sahraoui z Izą Kapias, backstage programu WszechSmaki.TV

Jesteś w Polsce od dziewięciu lat. Na czym polegał projekt europejski, dzięki któremu trafiłeś tutaj po raz pierwszy?

Tak, to już dziewięć lat! Tym projektem był Rok Kultury Polskiej – inicjatywa, dzięki której przez rok promowana jest we Francji kultura innego kraju. Współpracowałem z fundacją, która go tworzyła. Chodziło o przygotowanie spektaklu teatralnego z aktorami polskimi i francuskimi. Byłem bardzo zdziwiony, że zostałem wybrany, bo nie znałem polskiego i nic nie wiedziałem o waszej kulturze. Potrafiłem powiedzieć tylko: „Lech Waleza” i „ogórki”, to wszystko. W dodatku wymawiałem to w taki sposób, że nikt nie wiedział, o co chodzi (śmiech).

Autorom projektu zależało pewnie na tym, by z polską kulturą zderzyć kogoś, kto prawie nic o niej nie wie.

Tak, pewnie tak. Nie mogę nazwać tego szokiem kulturowym, ale muszę przyznać, że sporo rzeczy naprawdę mnie zaskoczyło. Niespodzianką był już sam krajobraz, tak inny od tego we Francji. Pracowaliśmy nad przedstawieniem w małym mieście, w Szamocinie i byliśmy zapraszani przez jego mieszkańców. Dzięki temu gościliśmy w polskich domach, mieliśmy okazję zobaczyć codzienne życie i chwilę w nim uczestniczyć. To było wspaniałe, że obcy ludzie otwierali przed nami drzwi, nie wstydzili się swoich domów i pokazali nam swoją zwyczajną codzienność. We Francji jest inaczej, wszystko musi być przygotowane na nadejście gości – moje najbardziej upiorne wspomnienie z dzieciństwa to mycie okien. Mama kazała mi to robić zawsze, kiedy ktoś miał do nas przyjść. Byłem sprytny, myłem tylko jedną stronę (śmiech). W Polsce spodobało mi się, że jest tak dużo kwiatów. Wszędzie widziałem urocze ogrody, bardzo zadbane, nawet w blokach, na małych kawałkach ziemi. We Francji tego nie ma. Mieliśmy tłumacza, który chyba nie do końca dobrze wywiązywał się ze swojego zadania. Polacy to zrozumieli, mimo, że nie znali francuskiego i od tej pory porozumiewaliśmy się sami. Pokazywaliśmy i odgrywaliśmy to, co chcemy przekazać, tworzyliśmy własny język.

Przepis na zycie; Magdalena Kumorek - Anka, Izabela Kapiasova - Aldona, Marta Dabrowska - Menago, Rafal Rutkowski - Dlugi, Hacen Sahraoui - Zyleta; Odcinek 08; 2011-07-20; Warszawa; fot. Piotr Litwic/W-Impact

Na planie serialu „Przepis na życie”; fot. Piotr Litwic/W-Impact

Nie zostałeś jeszcze wtedy w Polsce?

Nie, wtedy jeszcze nie. We Francji czekał na mnie kolejny projekt, więc wróciłem. I wtedy poczułem, że popadłem w rutynę. Mieszkałem w Paryżu od 10 lat i miałem wrażenie, że cały czas robię to samo – prowadzę te same warsztaty teatralne, widzę te same twarze. Przestałem nawet robić zdjęcia, bo wydawało mi się, że wciąż fotografuję to samo, nie dostrzegałem już przepięknej architektury Paryża. Byłem zblazowany. A w Polsce poczułem nową energię, nową siłę, zacząłem odkrywać siebie na nowo. Rok później już się pakowałem i jechałem do Polski. Ale nie z takim nastawieniem, że jadę tylko na chwilę, jako student czy turysta. Nie, wiedziałem, że jadę tam, żeby pomieszkać, a może nawet zostać na stałe. I zobaczyłem, że to ma duże znaczenie. Kiedy pytano mnie w Polsce, skąd jestem i na jak długo zostanę, odpowiadałem różnie. Najpierw mówiłem, że zostaję na kilka miesięcy, a wtedy ludzie dystansowali się, wyraźnie to czułem. Kiedy zdecydowałem już, że zostaję, zaczęto traktować mnie inaczej, pojawiły się przyjaźnie, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu i razem podróżowaliśmy. To był dla mnie zaszczyt, bardzo mnie to cieszyło. Może to zabrzmi dziwnie, ale czułem się tutaj bardziej Francuzem niż we Francji. Tam byłem taki, jak wszyscy, a tutaj stanowiłem atrakcję, poczułem się kimś wyjątkowym. To oczywiście może mieć czasami negatywne konsekwencje, ale ja się z nimi nie spotkałem. Ta ciekawość, zainteresowanie mną było bardzo pozytywne i miłe.

Nie urodziłeś się w Paryżu, pochodzisz z regionu Rhône-Alpes. Co mógłbyś polecić osobom, które planują wyjazd do Francji?

Na pewno nie polecam Paryża, bo to nie jest tak naprawdę Francja – to tylko witryna, turystyczna wizytówka. Gorąco polecam natomiast region Rhône-Alpes, usytuowany w przepięknym miejscu, miedzy rzeką, a górami.

Rhône-Alpes1

Fot. Malowniczy region Rhône-Alpes

Polecam też Lyon, miasto, które ma sporo wdzięku. Na początek mała ciekawostka: w Lyonie budynki mają dwa wyjścia, co było ważne w czasach funkcjonowania francuskiego Ruchu Oporu, bo Niemcy o tym nie wiedzieli. Mamy dwie rzeki, które tworzą wyspę, a na niej znajduje się centrum miasta. Polecam odwiedzać małe bistra, gdzie podawane są wyłącznie lokalne potrawy. W menu znajdziecie tylko 2-3 pozycje, wodę, dwa rodzaje wina, kawę i herbatę. W Lyonie nie potrzebujecie samochodu – są tam ścieżki rowerowe, więc wystarczą dobre buty, aparat fotograficzny i długopis, by napisać i wysłać pocztówki. Warto pojechać tam pod koniec roku i wziąć udział w Nocy Światła, która odbywa się 8 grudnia. Wtedy zaczyna się celebrować nadchodzące święta, w witrynach sklepowych można podziwiać lalki, marionetki, a oprócz tego są organizowane pokazy fajerwerków.

[slideshow_deploy id=”4365″]

To również świetne miejsce do aktywnego wypoczynku. Mamy góry, przede wszystkim Mont Blanc, ale także groty, wśród których najsłynniejsza jest La Grotte Chauvet z pięknie zachowanymi malowidłami. Mamy wiele rzek, gdzie można pływać kajakami i uprawiać rafting. To wszystko jest bardzo blisko, na wyciągnięcie ręki. Jeśli chcecie odpocząć od ludzi, polecam Gorges de l’Ardèche. To jest nasz francuski Kanion, z pięknie wypiętrzonymi skałami wapiennymi. Idealne miejsce na wypady rodzinne i dla tych, którzy lubią biwakować. To teren piękny, ale może być też niebezpieczny w czasie burzy, kiedy gwałtownie podnosi się poziom wody.

Gorges de l'Ardèche

Fot. Gorges de l’Ardèche, idealny na rodzinne wypady

Miastem, które warto odwiedzić jest Pérouges, gdzie poczujecie się tak, jakbyście przenieśli się w czasie do epoki średniowiecza. Wszystkie elementy, świadczące o współczesności – jak kable, słupy elektryczne, anteny satelitarne – są dobrze schowane, a na ulicach nie widać aut. Jest za to dużo kwiatów, a raz w tygodniu mieszkańcy ubierają się w stroje z epoki. Tuż obok znajduje się raj dla ornitologów i miłośników ptaków. Kolejny, ważny punkt na mapie to Annecy – duże, przepiękne miasto w sercu Alp z ogromnym jeziorem, ale z bardzo zimną wodą.

[slideshow_deploy id=”4373″]

Mam też propozycję dla miłośników jazzu. W Vienne pod Lyonem, odbywa się w czerwcu festiwal jazzowy. Muzyka rozbrzmiewa dosłownie wszędzie, jest mnóstwo koncertów i wszystkie są darmowe. Kiedyś myślałem, że jazz to muzyka dla nielicznych, ale teraz wiem, że sporo w niej różnych rodzajów i wpływów innych gatunków muzycznych – bluesa, soulu, a nawet funky. Z kolei dla tych, którzy kochają klimaty retro, mam nie lada gratkę. Od maja do września w całej Francji odbywają się targi staroci. Najlepiej jednak odwiedzać te w małych miasteczkach, gdzie można natknąć się na prawdziwe skarby w niewygórowanych cenach. I wszystko to prosto ze strychów i piwnic!

Vienne

Fot. Zamkowe Vienne

W całym regionie znajduje się jakieś 400-500 zamków. Część jest odrestaurowana, a część to po prostu malownicze ruiny. Można zorganizować sobie wyprawę ich szlakiem – ja sam zwiedziłem dopiero jakieś 30 czy 40. Polecam podróżowanie pociągami, które we Francji są bardzo punktualne. No chyba, że zostaje ogłoszony strajk, co zdarza się niestety dość często. Wtedy nic nie jeździ, można stracić nie tylko czas, ale i pieniądze. Pociągi są droższe niż w Polsce, ale im dłużej jedziecie, tym mniej płacicie.

W samym Lyonie warte odwiedzenia są jeszcze Les halles de Lyon, gdzie amatorzy nowych i różnorodnych smaków poczują się jak w raju. Znajdziecie tu produkty i potrawy z całego świata.

Wkrótce cz. II wywiadu!

Menu: