WWW – Wszechsmaki W Wietnamie

- Cook & go, Kuchnia wietnamska

Czanieckie w Wietnamie, tego jeszcze nie było! Ta historia kolejny raz udowadnia, że podróżowanie to streszczenie całego życia. Raz z zabawnymi sytuacjami, raz z dreszczykiem emocji. Za sprawą Ewy – naszej dzisiejszej bohaterki, zrobimy Wam prawdziwy Sajgon!

Oddajmy głos Ewie…

„To była wyprawa życia, siedmiu wspaniałych z plecakami przygotowanymi na każdą okazję. Puszki tuńczyka na nagły napad głodu, butelki alkoholu na zabicie bakterii lub jako towar wymienny – przekonywujący lub podarunkowy. Wietnam kusi kolorami i zapachami kuchni. Na ulicy wszystkie kolory tęczy można przenieść w minutę na talerz. Życie toczy się wokół jedzenia. Dosłownie wszystko może znaleźć się w garze. Trzeba uważać jednak na to, co się je, aby się nie zatruć. W trakcie podróży organizm jest osłabiony, więc łatwiej o zatrucie pokarmowe. Dodatkowo flora bakteryjna żołądka turysty nie jest taka sama, jak u tubylca.

Wietnam zaczęliśmy odkrywać od stolicy Hanoi, która tętni życiem przez całą dobę. Sklepy z odzieżą, zakłady mechaniczne wieczorem przekształcają się w małe restauracyjki z plastikowymi stołami. Pierwsze doświadczenie kulinarne można zaliczyć od słynnej zupy Pho, która jest odpowiednikiem naszego polskiego rosołu. W zatoce Ha Long, zwanej tysiącem wysp, zapierającej dech w piersiach, zauroczyły mnie wioski na wodzie. Do takich „wietnamskich Wenecji” przypływają sklepy na wodzie, na których kupić można m.in owoce, napoje gazowane i słodycze. W tych wioskach można zamówić sobie świeżo złowionego ” morskiego stwora”, którego mieszkańcy przygotują ze smakiem do zjedzenia.

fot. Ewa Noga Sapa malownicze miasteczko w górach (ok 3000 m n.p.m.) położone w północno-zachodnim Wietnamie, przypomina nasze polskie Zakopane. Żyje tu wiele grup etnicznych, wyróżniających się kolorowymi strojami. Niesamowite było to, że w wielu aglomeracjach miejskich ciężko było znaleźć osobę mówiąca dobrze po angielsku. Natomiast w Sapa kobiety porozumiewały się całkiem swobodnie. Uczyły się chodząc za turystami i powtarzając ich słowa. W górach wokół Sapa można się zakochać… Zachwycają widokiem przepięknych pól ryżowych, które mogliśmy podziwiać z wynajętych skuterów, przemieszczając się krętymi dróżkami  i czując wiatr we włosach.

[slideshow_deploy id=”1054″]

W Delta Mekkongu nocowaliśmy na wsi, pośród pól ryżowych, gdzie przyjęto nas z czystym sercem „czym chata bogata”, suto zastawionym stołem. Próbowaliśmy regionalnych przysmaków, zachwyceni talentem gospodarzy, wygłodniali po całym dniu podroży. Po posiłku zostaliśmy poinformowani, że mieliśmy na talerzu szczura. Było to nie małe zaskoczenie, gdyż myśleliśmy, ze jemy rybę z wielkimi ościami… Jestem przekonana, że sama bym nigdy się nie porwała na łapanie szczura na ulicy i… Przyznać muszę, że to było życiowe doświadczenie kulinarne. I że był bardzo smaczny.

fot. Ewa Noga Kolejnym etapem podróży była wyspa Phu Quock o rajskich plażach z białym piaskiem i palmami. Piliśmy syrop z kokosa i jedliśmy na plaży pod gołym niebem. Wyspa leży w zatoce, przy wybrzeżu Kambodży, do której popłynęliśmy łódką zwaną Super Dong. Phu Quock slynie z sosu rybnego “Nuoc Mam”, ktorego fabrykę zwiedzaliśmy. Wyspa słynie również z pieprzu oraz z czarnych pereł.

[slideshow_deploy id=”1057″] Kawa w Wietnamie jest najlepsza na świecie, przynajmniej dla mnie. Serwowana z mlekiem skondensowanym, zaparzana w małych specjalnych garnuszkach. Najlepiej smakowała z woreczka ze słomką w zatoce Ha Long, gdyż nie posiadali w sklepie kubeczków na wynos. Wspomnijmy o kulinarnym dziwolągu. Durian to owoc, który wygląda jak wielki kasztan z kolcami. Nieprzyjemnym zapachem odrzuca, jednak w środku kryje mus o konsystencji budyniu. Ciekawi nowych doświadczeń, spróbowaliśmy owocu, który nie ma wstępu do żadnego hotelu…”

[slideshow_deploy id=”1060″]

 

Menu: